MotoryzacjaPaństwoPolitykaPrawoTransport

Rządowe przepisy dotyczące cofania liczników… nie działają. Ustawa dziurawa jak sito

„Sukces”, którym nie warto się chwalić

Rządowa ustawa dotycząca karania za tak zwane cofanie liczników, miała ukrócić to zjawisko i być batem dla tych, którzy się tego dopuścili. Nowelizację kodeksu karnego przyjęto z wielką pompą i zapewniano, że w ten sposób pozbędziemy się raz na zawszy wszystkich nieuczciwych Januszy, którzy oszukują przy sprzedaży używanych samochodów.

Napompowany balonik pękł, gdy okazało się, że ustawa jest dziurawa, a przyjęte przepisy dramatycznie nieskuteczne. W kwestii nielegalnego cofania liczników nic się nie zmieniło, a ci posłowie, którzy chwalili się wcześniej sukcesem, teraz wolą o tym nie wspominać.

Resort Sprawiedliwości, który jest odpowiedzialny za tę nowelizację kodeksu karego, nie odpowiedział ile spraw dotyczących tak zwanego cofania zostało zakończonych wyrokiem. Biuro prasowe stwierdziło, że ministerstwo nie posiada takich danych. Sęk w tym, że wcześniej takie dane resort miał i udostępniał.

Według informacji Ministerstwa Sprawiedliwości od początku tego roku wszczęto 1012 sprawy dotyczące „cofania licznika”. Do sądu skierowano jednak tylko 24 sprawy. Pozostałe zostały umorzone z różnych przyczyn. Przy czym ostatnie dane pochodzą z ostatniego dnia stycznia.

Nowszych danych oficjalnie nie ma, ale te z początku roku już i tak są dla rządu katastrofalne. Oznaczają bowiem, że prawie wszystkie sprawy wszczęte o tak zwane cofanie licznika, zostały umorzone. Do sądu trafiło jedynie 2% wszczętych postępowań karnych, a pozostałe, 98% wylądowało w koszu. Być może właśnie z tego powodu ministerstwo niespecjalnie chce się tymi danymi teraz chwalić. Jednocześnie nie wytłumaczyło jak to możliwe, że wcześniej takie dane miało, a teraz twierdzi, że ich nie ma.

Policja potwierdza

Portal Interia zapytał o te statystyki także policję. Według jej danych od 1 stycznia do 21 lipca 2020 r. wszczęła łącznie 7185 postępowań karnych, które doprowadziły do stwierdzenia 296 przestępstw. Dokładnie w 48 sprawach policji udało się ustalić sprawcę, w tym jednego zleceniodawcę. Brak jednak informacji w ilu przypadkach ostatecznie doszło do prawomocnego skazania przez sąd.

Jak informuje portal, według niektórych szacunków „cofnięty licznik” ma nawet 80% sprzedawanych na naszym rynku samochodów pochodzących zza granicy. Rocznie sprowadza się ich kilkaset tysięcy. Jeśli zatem zestawi się tę liczbę i ponad 7 tysięcy wszczętych postępować wobec niespełna 50 ustalonych sprawców, uzyskamy prawdziwy obraz katastrofy. Przy czym, trzeba zaznaczyć jeszcze raz, że wcale nie oznacza to, że tyle osób ostatecznie dostało prawomocne wyroki. Widać dramatyczną bezradność wymiaru sprawiedliwości w tym zakresie.

Resort się na tym nie zna

Przyczyna tego stanu rzeczy jest dość prozaiczna. Twórcy ustawy znają się na prawie, ale nie znają się na samochodach, i odwrotnie. Okazało się, że nikt nie sprawdził, jak działają liczniki samochodowe (drogomierze). W szczególności co dzieje się w momencie, kiedy skala pomiaru się wyczerpie. Nie ma bowiem żadnego jednego standardu technicznego czy prawnego, który były powszechnie stosowany.

Obecnie powszechnie używane są liczniki cyfrowe, które najczęściej mają 6 cyfr (rzadziej 7). Po uzyskaniu maksymalnej wartości zachowują się w jeden z trzech możliwych sposobów: blokują się przy maksymalnej wartości i cały czas wyświetlają same 9-tki, przestają wskazywać jakąkolwiek wartość i wyświetlają się na przykład kreski lub zeruję się i zaczynają pomiar od nowa. Ten ostatni przypadek jest najbardziej problematyczny z punktu widzenia tych przepisów.

Wcześniej stosowane były mechaniczne liczniki bębnowe, mające 5 lub 6 cyfr. Spotyka się je jeszcze w starszych pojazdach, które jednak cały czas jeżdżą po naszych drogach i są w obrocie na rynku wtórnym, choć już na mniejszą skalę. Ich liczniki po prostu kręcą się w kółko, po wyzerowaniu zaczynają liczyć przebieg od początku. O ich rzeczywistym przebiegu w zasadzie nie można powiedzieć nic pewnego.

Na chłopski rozum

Resort sprawiedliwości poszedł prawdopodobnie za „mądrością ludową” i uznał, że wystarczy stwierdzić, że licznik pokazuje mniejszy przebieg niż wcześniej i to wystarczy, żeby stwierdzić, że doszło do „cofnięcia licznika”. Sęk w tym, że to normalne, że  liczniki się zerują i zaczynają liczyć przebieg od nowa. Okazuje się, że jest to powszechne zjawisko. To, że wskazanie drogomierza jest najpierw większe, a następnie mniejsze, wcale nie musi być efektem manipulacji przestępcy, tylko wynika z technicznej konstrukcji liczników. Działają one tak po prostu w fabryczny sposób. Nie jest to jednak oczywiste dla organów ścigania.

Jeżeli podczas kontroli wyszło na jaw, że stan licznika odbiega od poprzedniego stanu licznika wpisanego w system, wówczas taka rozbieżność wymaga wyjaśnienia, i auto może zostać odholowane na policyjny parking, a kierowca pojazdu przesłuchany. Samo wykrycie nieprawidłowości podczas kontroli sprawia, że pojawia się uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, a  sprawa jest przekazywana do prokuratury.

– mów insp. Mariusz Ciarka rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji.

Oczywiście prawda może zostać ustalona podczas postępowania karnego. Ale żeby tak się stało, postępowanie takie musi oczywiście zostać najpierw wszczęte i przeprowadzone. Oznacza to, że wielu Boga ducha winnych kierowców, będzie miało przez dłuższy czas policję i prokuratora na karku.

Ministerstwo problemu nie widzi

Co na to wszystko Ministerstwo Sprawiedliwości, które jest odpowiedzialne za te przepisy? Otóż jest z siebie bardzo zadowolone.

25 maja 2019 r. weszły w życie przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości zmiany w Kodeksie karnym, które ukróciły oszukańczy proceder cofania liczników w używanych autach. Samochodowi kanciarze, a także ich pomocnicy, byli wcześniej praktycznie bezkarni.

– czytamy w informacji przesłanej przez biuro prasowe tego resortu.

W świetle przytoczonych statystyk, z których wynika, że prawie wszystkie wszczęte sprawy zostały umorzone i wylądowały w koszu, trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że proceder został ukrócony. Jak podaje portal, z nieoficjalnych rozmów z policjantami wynika, że nie mają oni serca do tego przepisu i są w pełni świadomymi tego, że spisywanie przebiegu podczas kontroli to klasyczny przykład znanego zjawiska pod tytułem „kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty”

Źródło: Interia

Tagi
Pokaż więcej

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close
Close