EnergetykaInwestycjePaństwoPolitykaPolskaPrawoPrzemysłŚwiat

Sukces Sasina! Zapłacimy pół miliona euro dziennie za Turów!

Zapłacimy za Turów

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej poinformował, że ze względu na niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów Polska została zobowiązana do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej kary pieniężnej w wysokości 500 tysięcy euro dziennie.

Ze względu na niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów, Polska zostaje zobowiązana do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 500 tys. euro dziennie. Tego rodzaju środek należy uznać za konieczny do wzmocnienia skuteczności środka tymczasowego zarządzonego postanowieniem z dnia 21 maja 2021 r. i odwiedzenia tego państwa członkowskiego od opóźniania dostosowania swojego zachowania do tego postanowienia.

– czytamy w postanowieniu wydanym przez wiceprezes Trybunału Rosario Silva de Lapuertę.

Kara będzie naliczana od dnia doręczenia Polsce postanowienia. Licznik będzie bił do czasu, aż zastosowane zostaną postanowienia Trybunału. Każdy tydzień pozostawania polskiej strony przy swoich racjach będzie kosztować podatników 3,5 mln euro. Każdy kolejny miesiąc to około 15 mln euro strat.

Oburzenia odnośnie decyzji TSUE w sprawie kopalni Turów nie kryje Adam Olejnik, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Grupy Kapitałowej PGE, do której należy kopalnia.

Jest to absurdalna decyzja, podjęta na kolanie. Polski rząd zawalił negocjacje, ale nie wydaje mi się, by to była przemyślana decyzja TSUE.

– mówi Olejnik.

To, że Turów nie może być zamknięty, jest przecież oczywiste. To zagroziłoby naszemu bezpieczeństwu energetycznemu. Nie mamy czym zastąpić energii tam produkowanej. To przecież aż 7 proc. naszego zapotrzebowania. A co z zatrudnionymi tam ludźmi? Nie mówię tylko o pracownikach kopalni i elektrowni, ale również o pracownikach wielu firm, które są bezpośrednio z jej działalnością powiązane.

– dodaje Olejnik.

Decyzja TSUE w sprawie kopalni Turów wywołała lawinę komentarzy

Na decyzję TSUE zareagowała europosłanka PiS Anna Zalewska. Była minister edukacji napisała “#ObronimyTurów” oraz dodała screen z materiału TVP Info przedstawiający listę państw, które nie wykonały wyroków TSUE.

Bardziej krytyczni – jednak w stosunku do rządu – są politycy opozycji oraz publicyści. Zwracają uwagę, że nałożenie kary na Polskę to personalna wina Mateusza Morawieckiego i Jacka Sasina, którzy obiecywali polubowne załatwienie sprawy odnośnie kopalni Turów.

Olbrzymie pensje dla urzędników Kancelarii Premiera. Nawet 16 tys. zł

Sasin miał zażegnać konflikt o Turów

Czesi zwrócili się do TSUE o nałożenie na Polskę kary w wysokości pięciu milionów euro dziennie za to, że nie zaprzestała wydobycia w kopalni Turów. Przypomnijmy, że Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał natychmiastowe wstrzymanie działanie kopalni do czasu wydania wyroku. Po ogłoszeniu wyroku premier Mateusz Morawiecki nad ranem zwołał konferencję prasową i zapewniał polskich dziennikarzy, że Polska dogadała się z Czechami w sprawie Turowa. Morawiecki spotkał się z premierem Czech Andrejem Babiszem, a później ogłosił, że wygrał negocjacje.

Zaledwie kilka godzin później premier Czech Andrej Babisz stanowczo zdementował doniesienia Morawieckiego. Twierdził, że żadnej ugody nie ma, a Czechy ani myślą wycofywać się ze swej skargi. Miał być sukces, a wyszło jak zwykle.

Nie wycofamy żadnego pozwu. Nie będzie czegoś takiego, to wykluczone

– powiedział stanowczo premier Czech Andrej Babisz.

Rząd zobowiązał w drodze uchwały ministrów: aktywów państwowych Jacka Sasina, klimatu Michała Kurtykę, spraw zagranicznych Zbigniewa Rau oraz ds. UE Konrada Szymańskiego do rozwiązania z Czechami w drodze ugody sporu o kopalnię Turów. Wymienieni ministrowie zostali zobowiązani do – jak to określono – “podjęcia wzmożonej współpracy i wszelkich możliwych działań w celu zakończenia sporu z Republiką Czeską zgodnie z interesem politycznym Polski”.

Działania te w szczególności miały dotyczyć strategii prowadzonego postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w tym również wykonywania dotychczasowych i przyszłych postanowień, a także wyroku, oraz rozwiązania sporu na drodze ugody z Republiką Czeską.

Turów – o co chodzi w tym sporze?

Kopalnia i elektrownia Turów należą do spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, będącej częścią PGE Polskiej Grupy Energetycznej. W 2020 r. polski minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka przedłużył koncesję na wydobywanie w Turowie węgla brunatnego na kolejne sześć lat, do 2026 r.

W lutym czeski rząd zdecydował o złożeniu do TSUE pozwu przeciwko Polsce w związku z rozbudową kopalni odkrywkowej w Turowie. Kopalnia Turów miała mieć negatywny wpływ na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych. Rozbudowa mogła również doprowadzić do ich zakwaszenia.

Czesi wnioskowali również o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia. Zaskarżenie przez Czechy do TSUE, było wynikiem nieustępliwego stanowiska Polaków. Burmistrz Żytawy Thomas Zenker przyznał, że ubolewa, iż musiało dojść do wysłania skargi, bo miasto od dawna współpracuje ze stroną polską.

Czujemy się do tego zmuszeni, bo uważamy, że dotychczas nie traktowano nas właściwie w trakcie oceny oddziaływania inwestycji na środowisko. Mamy nieodparte wrażenie, że polskie władze oraz podmioty realizujące to przedsięwzięcie nie traktują poważnie prawa europejskiego.

– powiedział burmistrz Żytawy Thomas Zenker.

Wina Polski?

Czechy już jesienią ubiegłego roku poskarżyły się do KE na Polskę w związku z planami dotyczącymi kopalni Turów. W grudniu Komisja przyznała wprawdzie, że przedłużając koncesję dla Turowa Polska, naruszyła unijne przepisy, ale nie nakazała wstrzymania prac kopalni. Teraz jednak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przychylił się do wniosku Czech i w piątek nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia.

Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Podnoszone przez Czechy zarzuty dotyczące stanu faktycznego i prawnego uzasadniają zarządzenie wnioskowanych środków tymczasowych.

– czytamy w postanowieniu wydanym przez wiceprezes Trybunału Rosario Silvę de Lapuertę.

Wiceprezes TSUE stwierdziła, że środki tymczasowe mogą zostać zarządzone jedynie wtedy, gdy zostanie wykazane, że ich zastosowanie jest prawnie i faktycznie uzasadnione oraz gdy ich zarządzenie jest konieczne w celu uniknięcia poważnej i nieodwracalnej szkody dla interesów skarżącego.

Właściwy wyrok “co do istoty sprawy” zostanie wydany “w terminie późniejszym”, a “postanowienie w przedmiocie środków tymczasowych nie przesądza kwestii powództwa głównego”.

– poinformował Trybunał.

Wyrok TSUE wywołał także napięcie na polsko – czeskiej granicy. W Kopaczowie kierowcy blokowali rondo, uniemożliwiając wjazd czeskim tirom. Była to pierwsza reakcja mieszkańców Bogatyni, Zgorzelca i innych miejscowości związanych z kopalnią i elektrownią Turów. Polscy kierowcy zablokowali przejazd od granicy z Czechami do granicy z Niemcami.

Z kolei polskie władze twierdzą, że w sporze z Czechami racja leży po polskiej stronie. Prezes PGE GiEK Wioletta Czemiel-Grzybowska zwracała uwagę, że Czesi w skardze do TSUE “nie uzyskali pozytywnej opinii Komisji Europejskiej”.

Na sytuację obniżenia wód gruntownych mają wpływ zjawiska klimatyczne i spadek opadów. Nie jest prawdą, że brakuje tam wody. Jest ona wykorzystywana do basenów, uzdrowisk czy podlewania trawników. Mamy potwierdzenie ze strony czeskiej służby geologicznej, że tej wody nie brakuje. Nawet dzisiaj trwają rozmowy ze stroną czeską, aby wykonać model hydrologiczny, by określić jaki jest wpływ.

– powiedział w marcu w Sejmie Piotr Dziadzio, wiceminister klimatu i środowiska.

Źródło: Onet

   

Tagi

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
Close
Close